Christianitas
Msza po staremu już się nie odprawia...
Jarosław jot - Drużycki
12-02-2002

Katolicka Msza niejednego katolika może wprawić w osłupienie. “Dwa lata temu w gotyckiej katedrze Louvain, siedzibie słynnego uniwersytetu katolickiego, zobaczyłem po raz pierwszy magnetofon, jako jedyną formę obecności muzyki na Mszy świętej” – ze zdziwieniem skonstatował niegdyś Marcin Bornus-Szczyciński (“Więź” 1999) twórca jarosławskiego festiwalu “Muzyka naszych korzeni” – “Oto w ciągu ostatnich piętnastu lat upadł całkowicie chorał gregoriański, zanika zwyczaj śpiewania Mszy przez kapłanów, zaprzestano śpiewania Ewangelii, łacina w liturgii stała się językiem budzącym zasadnicze podejrzenia, wierni w parafiach miejskich odmówili współpracy z organistami, a w parafiach wiejskich, ostrzegawczo, ściszyli znacznie swój śpiew.” Choć i tak niezorientowanym w problematyce liturgicznego śpiewu uczestnikom te kilka fałszywych akordów na gitarze i oazowe piosenki zdają się zupełnie wystarczać.

Zaprzestanie śpiewu, które tak niepokoi Bornusa, jest tylko jednym z symptomów “zmian liturgicznych” ostatnich trzydziestu lat, jest ledwie naskórkiem tego co niekiedy dzieje się, gdy treść Mszy świętej – nieraz zupełnie bezwiednie – zostaje zmieniana: ostatnio ze zdziwieniem usłyszałem podczas nabożeństwa nieznaną mi dotąd piosenkę: “Przyjdź do nas cicho jak baranek”, nie był to jednakże śpiew podczas Ofiarowania czy Komunii, lecz w momencie, w którym Mszał przewiduje Agnus Dei (Baranku Boży). Zmiany mogą niestety posunąć się jeszcze dalej – celebrans przeistacza się w estradowca, zaś Ofiara zostaje zastąpiona przez radosną agape. Taka “źle rozumiana »kreatywność« liturgiczna poszczególnych wspólnot kościelnych (...) w niedługim czasie może spowodować powstanie »liturgicznej wieży Babel«” – stwierdził Prefekt Kongregacji Nauki Wiary Joseph kardynał Ratzinger w wywiadzie dla “La Croix” (grudzień 2001). Liturgię według niego należy rozumieć nie tylko jako część rytuału ale jako centralny, zbliżający do Boga element chrześcijaństwa, toteż zmiany wprowadzone po Soborze Watykańskim II muszą być zgodne z “prawdziwym duchem liturgii”; ergo nadszedł dziś czas by “zreformować reformę”.

O ile słowa Bornusa-Szczycińskiego można by zbagatelizować, o tyle w końcu głos samego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary unaocznia wagę problemu, przed którym stanął obecnie Kościół katolicki. W sukurs przychodzi kwartalnik “Christianitas” – pismo poświęcone Tradycji katolickiej. Połowę ostatniego 230-stronicowego numeru stanowią materiały z sympozjum “Dni liturgiczne w Fontgombault”, które odbyło się w tym francuskim opactwie benedyktynów w lipcu ubiegłego roku. Pod przewodnictwem kardynała Ratzingera spotkali się wówczas teolodzy, liturgiści, duchowni i świeccy, by porozmawiać o liturgii, która “jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc” (Sobór Watykański II, Konstytucja Sacrosanctum Concillium, 10).

W dyskusji wielokrotnie przywoływano metaforę kardynała z jego książki Duch liturgii: liturgia zostaje porównana do wspaniałego fresku, który z biegiem czasu jest retuszowany, pokrywany kolejnymi warstwami farb a nawet podmalowywany. Po wiekach przybywają kompetentni artyści, którzy poddają fresk gruntownej renowacji, aby odzyskać pierwotny wygląd. Kolejne warstwy zasłaniały go lecz jednocześnie chroniły przed niszczącym działaniem powietrza “zanieczyszczonego składnikami nieznanymi w czasach jego wytworzenia”. Zaatakowany fresk może dość szybko zniknąć zaraz po swej restauracji.

Jednym z owych “składników” jest, podług Prefekta Kongregacji Nauki Wiary, przede wszystkim “radosna twórczość” polegająca na zmianie kanonicznego tekstu Mszału. Znamienny przykład z USA, gdzie w niektórych wspólnotach katolickich przesiąkniętych polityczną poprawnością “nikt nie ośmiela się już mówić: »W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego« – ponieważ jest to »maskulinizm«: Ojciec i Syn – czyli dwóch mężczyzn. Mówi się więc: »In the name of the Creator, and of the Redeeme, and of the Holy Spirit«” (W imię Stworzyciela, Zbawiciela i Ducha Świętego). Stratford Caldecott (wykładowca katolickiej nauki społecznej z Anglii) zwraca uwagę na utratę wymiaru pionowego – nadprzyrodzonego w liturgii, co objawia się m.in. – zdaniem x. Françoisa Clémenta (liturgisty ze Szwajcarii) – wynoszeniem na piedestał wymiaru “wspólnotowego” liturgii, do tego stopnia, że staje się ona “autocelebracją”, “w której kapłan-»przewodniczący« narzuca swą osobowość, swe gusta, chwilowe humory, cały ciężar swej subiektywności – zwykle nieświadomie i z intencjami najlepszymi na świecie”. I zaraz x. Clément dodaje, że “zamiast samemu coś czynić, trzeba raczej pozwolić, aby uczyniono coś z nami”.

Prelegenci zwracali również uwagę na zanik łaciny wbrew zaleceniom soborowym (“W obrzędach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego, poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe” – Konstytucja Sacrosanctum Concillium, 36). Zdaniem kardynała Ratzingera powinno się zachować w normalnej liturgii “kilka elementów łaciny”, jej obecność stanowi więź kościelnej komunii – niezależnie od narodowości wszyscy jesteśmy Kościołem. Postulat ten wypełnia póki co jedynie młodzież związana z ruchem Taizé.

Lektura tekstów z Fontgombault pozwala na nowo odkryć Mszę świętą – odnaleźć się na Mszy świętej. Zarówno opisy kolejnych “retuszy i podmalowań na fresku” (Cassian Folsom OSB), czy objaśnienia liturgicznych gestów, znaków, symboli, które w sposób niewerbalny wskazują na Chrystusa, pozwalają raz jeszcze zrozumieć wartość liturgii, zrozumieć – to banalne ale prawdziwe – że Kościół pada na kolana podczas Przeistoczenia nie dlatego, że czynili tak dziadowie i ojcowie, lecz dlatego, że właśnie TU i TERAZ ofiarowuje się za wszystkich ludzi Chrystus, a Zmartwychwstały przychodzi w Komunii. “W Eucharystii dokonuje się odtąd paruzja, wtedy, gdy kieruje nas ku Panu, który przychodzi, zwłaszcza gdy uczy nas wołać: Przyjdź, Panie Jezu. I pozwala nam ona zawsze na nowo słyszeć Jego odpowiedź i potwierdzić jej prawdziwość: tak, przyjdę wkrótce (Ap 22, 17-20).” – podsumował kardynał Ratzinger.

Realna obecność Chrystusa podczas liturgii wyraźnie wskazuje również na wykraczanie poza ramy czasu linearnego. Przywoływanej wielokrotnie na łamach “Christianitas” Mszy świetej Piusa V (popularnie zwanej “rytem trydenckim”) nie wieńczą bynajmniej słowa Ite, Missa est (Idźcie, oto Ofiara spełniona), na zakończenie kapłan czyta prolog Ewangelii św. Jana: “Na początku było Słowo... A Słowo stało się ciałem... i oglądaliśmy chwałę Jego, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca, pełnego łaski i prawdy” (J 1, 1-14). Jest to zwrot w stronę Aktu Stworzenia, w stronę Prapoczątku – zwrot ku illud tempus widoczny tak szczególnie w liturgii Wigilii Paschalnej.

We wszystkich religiach rytuał wskazuje ten sam kierunek – akt kreacji. Wszelkie odstępstwa od ustalonych form obrzędowych (śpiew, gesty, milczenie, powtórzenia) mogą spowodować zachwianie się porządku i zagrozić pomyślności całego przedsięwzięcia, co do dzisiaj wyraża się w obrzędowości postludowej, w licznych nakazach, zakazach a w razie ich nieprzestrzegania – w możliwych sankcjach. Z drugiej zaś strony “otwierając drzwi do sacrum” rytuał jest gwarancją stałości i niezmienności na tym świecie: “wszystko mija – mija życie, mijają bóle, nadzieje, porywy, mijają kierunki myśli i całe systemy filozoficzne – a msza po staremu się odprawia, jakby w niej jednej była wieczysta niespożytość” (Henryk Sienkiewicz, Rodzina Połanieckich).

Jakakolwiek zmiana w rytuale powoduje ponadto niezrozumienie, a nawet zagubienie się biorących w nim udział, a klasyczny już w etnografii przykład Indian Bororo Claude’a Lévi-Straussa (Smutek tropików) świetnie to obrazuje: kiedy tubylcom narzucono zmianę układu przestrzennego wioski (nb. w celu polepszenia im warunków bytowych i socjalnych...) spowodowało to rozbicie ich systemu wartości i tradycyjnej wizji świata, okazało się bowiem, że ustawienie domostw w osadzie nie było podyktowane li tylko estetyką czy funkcjonalnością lecz było przede wszystkim symbolicznym zapisem światopoglądu jej mieszkańców. Analogiczna “przygoda” przydarzyła się w drugiej połowie ubiegłego stulecia licznym wspólnotom protestanckim i holenderskiemu Kościołowi katolickiemu. Stąd niepokój uczestników sympozjum w Fontgombault zdaje się być całkowicie uzasadniony. Widmo “liturgicznej wieży Babel” zagraża nie tylko samym katolikom lecz i osobom poszukującym czy niewierzącym wyrosłym z kultury zachodniej. “Christianitas” przypomina list otwarty intelektualistów (wśród sygnatariuszy byli m.in. Yehudi Menuhin, Agathe Christi, Graham Green) opublikowany w 1971 r. przez londyński “Times” w obronie rytu św. Piusa V, rytu, który “wypowiedziany we wspaniałym tekście łacińskim, inspirował również ogromną liczbę cennych dokonań w sztuce: dzieła nie tylko mistyków ale i poetów, filozofów, muzyków, architektów, malarzy i rzeźbiarzy we wszystkich krajach i epokach. Z tego względu należy on tak samo do uniwersalnej kultury, jak do ludzi Kościoła i praktykujących chrześcijan”. Żal za utraconą “Mszą przedsoborową” wyrażał niejednokrotnie również Leszek Kołakowski.

Marcin Bornus-Szczyciński z zespołem “Bornus Consort” wydał lat temu kilka płytę Media Vita – Pośrodku żywota – zbiór polskich pieśni pasyjnych w tradycyjnej interpretacji. W Wielkim Poście słucham tej płyty nieustannie. I nagle, pisząc ten tekst, uświadomiłem sobie, że bardzo źle by się stało gdyby postulowana przez kardynała Ratzingera “reforma reformy” przyjęła w przyszłości takie oto oblicze: Środa Popielcowa, kościół pełen ludzi i nagle, miast “ostrzegawczo ściszonego śpiewu wiernych” usłyszałbym głos Bornusa –

“Krzyżu święty nade wszytko.
Drzewo naszlachetniejsze!
W żadnym lesie nie jest takie
Jedno, na którym Bóg był.”

Odtwarzany rzecz jasna z kompaktu.

_________________
“Christianitas” nr 9/2001 – www.christianitas.pl


Dodaj swoją opinię

© copyright 2001-2002 Latarnik